03

 

Gdyby istniała nagroda za największą ilość przeprowadzek, na pewno miałby ją w kieszeni. I gdyby każda przeprowadzka dostarczała nadziei na stałe, szczęśliwe życie i na znalezienie przyjaciół – wtedy świat byłby piękny. Odkąd pamiętał, wszystkie jego relacje trwały maksymalnie dwa miesiące, chociaż, co dziwne, istniała tylko jedna, której rzeczywiście musiał wyrzec się z bólem. Wyrobił w sobie nawyk nie przywiązywania się do ludzi, jednocześnie skrycie pragnąc towarzystwa, z którym mógłby ot tak pójść na burgera, przejechać się nocą wzdłuż wówczas opustoszałych, głównych amerykańskich ulic; chciał doświadczyć szkolnych tańców, palenia fajek obok szafy grającej, czucia się częścią czegoś.

I może dlatego ze skupieniem, a policzkami zatracającymi się pod ciężarem otwartych, opartych na nich dłoni  tkwił przy oknie, wsłuchując się w szmer najgłośniejszych dźwięków, obserwując paczkę chłopaków zbijających piątki, dziewczynę ukrytą pod ramieniem jednego z nich. Wooyoung nie należał w tym momencie do tych najbardziej subtelnych, wgapiając się jak głupiec marzący o czymś, co nigdy nie było jego.

Ale wiedział, że za żadne skarby nic nie powstrzyma go teraz. On też chciał przeżyć swój amerykański sen, o którym tak trąbili w telewizji.

*

Pewny chód, głowa podniesiona do góry, nie daj poznać, że się denerwujesz. Wparowałeś tu w trakcie semestru, to logiczne, że się patrzą. Jesteś nowy, ale nie jesteś tchórzem.

Wszystkie myśli zasypywały jego głowę w ekspresowym tempie, mimo że subtelny uśmiech nie zdradzał ani krzty negatywnych emocji, takich jak – w tym przypadku – niepewność nasilająca się z każdym błądzeniem jego nóg po szkolnym dziedzińcu, gdzie zbierało się na przerwach najwięcej osób.  Utrzymywał kontakt wzrokowy z każdym najbliższym człowiekiem stojącym mu na drodze, zmierzając w – wtedy jeszcze tego nie wiedząc, ale chyba najgłupszym kierunku, jaki tylko mógł obrać.
Chevrolet z połyskującym w słońcu, czerwonym lakierem niemal wołał jego imię, stojąc na szkolnym parkingu. Zawsze chciał taki samochód, jednak nie mógł sobie na niego pozwolić. W tamtym momencie pasował mu do nieco wytartej, równie czerwonej kurtki. To w jego głowie stanowiło wystarczający pretekst do poszerzenia swoich socjalnych umiejętności i znalezienia kogoś do rozmowy, a nie bitwy na wzrok.

- Niezłe cacko.

Czwórka chłopaków oraz dwie dziewczyny jak jeden mąż zwrócili oczy ku nieznajomemu, marszcząc brwi. Dłuższą chwilę obserwowali go nie tylko oni, jak i pozostali stojący nieopodal, zupełnie jakby był zwierzęciem, które, z nieznanego mu powodu, właśnie samoistnie rzuciło się na rzeź. Wooyoung zaczął się zastanawiać, czy w tej szkole naprawdę nikt nie wie jak się mówi.

- Rocznik 54, nowiutki Bel Air – usłyszał odpowiedź padającą z ust najniższego chłopaka o ciemnoniebieskich włosach, który nonszalancko opierał się właśnie o wspomniany obiekt jego fantazji.  – A ty jesteś…

- Woo…

- Nowy. O to mi chodziło.

-  Ile za przejażdżkę?

Mógłby przysiąc, że usłyszał niemalże gwałtowne wstrzymywanie oddechów wokół niego, co teoretycznie powinno sygnalizować stąpanie po cienkim lodzie lub zasugerować ewentualny plan ewakuacji, jednak zamiast tego, Wooyoung podszedł nawet bliżej, nieskrywanie ciekawy. Ostatnim razem czuł takie zafascynowanie, kiedy ojciec zamontował w domu telewizor.

- To mój samochód. Zarezerwowany dla mnie i dla moich chłopców. Skąd ty się urwałeś? – krótki śmiech zburzył wszelkie marzenia echem, niechętnie przywracając chłopaka do rzeczywistości.

Nie miał zamiaru się poddawać. To była jego okazja do zdobycia nowych znajomych, jak i dorwaniu tego samochodu, może nawet nakłonić rodziców do kupna, skoro wygląda na miejscu kierowcy tak przystojnie.

- Dobra. W takim razie też chcę być twoim chłopcem.

- Stary… - wysoki rudzielec stojący tuż obok jego poprzedniego rozmówcy, posłał niższemu nieodgadnione, lecz alarmujące spojrzenie, co tamten jedynie zbył ręką, wlepiając uważne spojrzenie spod ściągniętych brwi właśnie w osobę Wooyounga.

- Chcesz być w The Greasers?

W czym?

- No, czemu nie.

- Czemu nie… czemu nie! Hong, on wie tyle co nic! – kolejny wysoki, tym razem okularnik powtórzył te słowa z doskonale słyszalnym niedowierzaniem, momentami nawet kpiną. Miał rację, Wooyoung wiedział dokładnie tyle co nic, jednak jeśli mógł przejechać się Chevroletem i jakkolwiek zaistnieć w tej szkole, to mógłby nawet podpisać pakt z szatanem. Nie będzie już nikim, tak jak przez te wszystkie przeszłe lata.

-  Wydajesz się być dziwnie interesujący, ale nie nadasz się, jeśli jesteś tylko typową laleczką z wyprasowanymi skarpetami   – wymieniony przed sekundą Hong cmoknął  z dezaprobatą, co zostało poprzedzone szerokim, drwiącym uśmiechem. W chwili, w której Wooyoung miał zaprotestować, chłopak wyraźnie doszedł do pewnej konkluzji.  – Jeśli jednak chcesz, to można się trochę pobawić.

- Dobra, daj spokój – przerwał ostatni z towarzystwa, blondyn, który dotychczas stał bez większej reakcji na całe zajście. Wydawał się przestraszony, jakby w pośpiechu starając się dotrzeć do głowy kolegi. – To zbyt niebezpieczne, zostaw go.

- Yeo, nie bądź pizda. Nasz nowy kolega sam powiedział, że chce.

- Chcę. Cokolwiek by to nie było.

Pewna odpowiedź prędko przeszła mu przez usta, mimo, iż mózg Wooyounga starał się odszukać jakiekolwiek resztki racjonalizmu.

- Cliff Road, dwudziesta trzecia, dziś po szkole.

*

Wymykając się z domu nie wiedział dokładnie, co na niego czeka, w co się pakuje, jednak nie odczuwał stresu. Jego ciało przeszywały co jakiś czas dreszcze czystej ekscytacji – w końcu coś się działo, w końcu miał szansę. Tkwił w tym przekonaniu nawet, gdy zerkał na zbierające się tłumy, coraz więcej samochodów oświetlonych ulicznymi latarniami. W tamtym momencie pomyślał, że zrobiła się tam prawie niezła imprezka, jako, że wiele osób trzymało w rękach piwa.

Banda Hongjoonga przyjechała nieco mniejszym samochodem, za którym tym samym tropem poruszał się kolejny, tym razem w odcieniu wyblakłego turkusu z zdartym lakierem. Samochody nie wyglądały na nówki sztuki, a Wooyoung zastanawiał się, dlaczego rozdzielili się, aby prowadzić oba auta, nie jedno.

- Siemasz, laleczko?  – donośny głos lidera The Greasers spotkał się niemalże z echem w jego uszach, kiedy całą czwórką zmniejszali dystans, idąc ku niemu.  

- Co mam zrobić? – zapytał skonfundowany blondyn, nieszczególnie rozumiejąc, po co dokładnie spotkali się na odludziu niedaleko klifu tak późnym wieczorem. Nie widział też wtedy sensu całego zbiorowiska.

- Sprawa jest prosta. Chcesz być z nami i pokazać, że jesteś czymś więcej niż piękną buźką, to ścigasz się z Yunho.

Wooyoung przeniósł wzrok na wysokiego rudowłosego, okrytego ciemnogranatową bomberką. Na jego twarzy malował się zdecydowanie zbyt pewny siebie uśmiech, żeby nie kwestionować, czy cały ten zakład nie krył w sobie żadnego haczyka.

*

- Chcesz?

Odwróciwszy się przez ramię, spostrzegł samego Yunho wysuwającego w jego kierunku paczkę papierosów, co przyjął niemal błyskawicznie. Bardzo często jeździł, jednak nigdy nie ścigał się z nikim w tak niebezpiecznych warunkach, a zapalenie wydawało się idealnym rozwiązaniem na wypuszczenie wraz z dymem każdej nękającej go wątpliwości.

Yunho oparł się o drzwiczki tuż obok niego, co czyniło ich bardziej odizolowanymi od reszty, którą mogli usłyszeć daleko za plecami. Nie znał go wcale, nie zamienił z nim nawet słowa na dziedzińcu, jednak sprawiał wrażenie nieco mniej aroganckiego, niż jego niższy kolega. Patrzyli w odległy punkt, spokojnie wypuszczając dym spomiędzy warg. Minutę trwali w milczeniu, nie wiedząc, co do siebie powiedzieć.

- Stresujesz się, co? – zaczął towarzysz, w dalszym ciągu nie ułaskawiając Wooyounga spojrzeniem. Mimo, iż nie patrzyli na siebie, doskonale wiedział, że Yunho uśmiecha się pod nosem. – Kontrola nad kierownicą i bezwzględny spokój, wtedy nie zginiesz.

- Dajesz mi wskazówki jak wygrać?

Urwany śmiech zaburzył spokój całej atmosfery.

- Wydajesz się zabawny.

- Zawsze tak testujecie ludzi?

- Wiesz, z reguły nikt do nas nie podchodzi z pytaniem, czy może przejechać się Sue.

- Czym?

- Sue.

Skierowali głowy w swoją stronę, mierząc się bacznie spojrzeniem, kiedy Wooyoung zdecydował się na chichot, zresztą po chwili odwzajemniony drugim, tym o niższym i głębszym zabarwieniu.  
Yunho zdeptał dokończonego papierosa, klepiąc nowego wymijająco po ramieniu.

- Powodzenia.

*

Jung Wooyoung nie należał do przegranych. Nie należał również do tych najbardziej strachliwych, a tym bardziej nie wtedy, gdy próbował coś komuś udowodnić. Wyłączył w podświadomości szepty, piski oraz motywujące krzyki pod adresatem Yunho; to wszystko odeszło na drugi plan, kiedy smukłe palce zacisnęły się na kierownicy. Miał wrażenie, jakby warkot silnika przepływał przez całe jego ciało, podwyższając puls, dając spróbować rosnącej adrenaliny.

- Robicie rundkę wzdłuż klifu. Kto dojedzie pierwszy, ten wygrywa – odparła czarnowłosa, szczupła dziewczyna stojąca między samochodami. – Na mój znak…

Wyprostował się na siedzeniu, jeszcze raz rozluźniając nogi i poprawiając uchwyt na kierownicy. Odetchnął głęboko, odwracając głowę do zajmującego miejsce w sąsiednim samochodzie Yunho, racząc go skinieniem. Pewność siebie zdecydowała się wziąć górę nad wszelkimi obawami. Odliczanie szumiało mu w głowie, utwierdzając go w tym, że dawno nie był aż tak gotowy.

Nie był tchórzem.

Mocno nadepnął na pedał gazu, spostrzegając, że przeciwnik był szybszy. Ulica była bardziej stroma niż te, po których zwykł jeździć, jednak ani na moment nie odsunął nogi, zdeterminowany patrząc na równie rozpędzone auto przed nim; nie na długo, bo zdążył go dogonić. Spodziewał się Yunho nerwowego zerkającego w boczne lusterko, w rezultacie rozpędzając się nawet bardziej po wjechaniu na jeden z niebezpieczniejszych terenów.

Delikatny niepokój wkradł się do jego głowy, nie dlatego, że obsesyjnie chciał wygrać, jednak zdążył zauważyć coś dziwnego dziejącego się w przeciwnym samochodzie; jego ruchy były chwiejne, zbliżając się o wiele za blisko klifu, zupełnie jakby Yunho stracił panowanie nad pojazdem. Wytężył wzrok, klnąc pod nosem. Chciał wygrać, ale nie w ten sposób.

- Stary, wysiadaj! – użył całej swojej siły, przekrzykując się na zmianę z hałaśliwym silnikiem w nadziei, że konkurent skorzysta z otwartej szyby i go usłyszy.

- Jedź do końca! Nie pierdol!

- Masz kurwa gumę! Wyskakuj stamtąd!

Wooyoung poczuł, jak z tego wszystkiego sam luzuje uścisk na kierownicy i zjeżdża do prawie samego boku przez własny, głupi brak nieuwagi. Ilość kurw, jakie posłał do siebie samego w głowie nie nadawała się nawet do zliczenia. W ostatniej chwili zatrzymał samochód, z przerażeniem obserwując jak drugi pochyla się ku klifowi, a Yunho zatacza się na drodze.

- Yunho, żyjesz? – krzyknął, podbiegając do zainteresowanego samego wypadku, wdzięczny, że wszystko z nim w porządku.

Nie darowałby sobie, gdyby na skutek wyścigu zginął ktokolwiek. Jeśli chciał zaistnieć, mógł zrobić to w inny sposób, lecz na pewno nie kosztem czyjegoś życia.

- Ludzie, od których ściągnąłem tę  furę mnie chyba zajebią – warknął w odpowiedzi, masując z bólu prawą rękę. – Ale jest w porządku. Dobrze, że mnie ostrzegłeś. Mogłeś mnie zostawić i jechać dalej.

- Dajcie mi inne zadanie. Jestem zdeterminowany, ale nie pojebany, żeby wystawić cię na śmierć.

- Chłopaki chcieli zrobić coś z twoim samochodem. To ty miałeś być na moim miejscu, jednak miał być to niewinny żart.

Przełknął głośno ślinę, znieruchomiały starając się przetworzyć te informacje i to, że on mógł być właśnie na miejscu nowego kolegi; na drodze, z bolącymi kończynami, z życiem przemykającym mu przed oczyma.

- Nie będzie innych zadań, pokazałeś mi wystarczająco – Wooyoung zmarszczył czoło, zdezorientowany słowami wyższego chłopaka, odruchowo zamykając w uścisku wyciągniętą ku niemu dłoń.  – Witam w The Greasers.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

02

01